Psychologia

„Psychologia jest istotna, ale nie aż tak bardzo, jak świadomość tego, że każdy trader, włącznie z tobą, ma konkretną indywidualną szansę na doprowadzenie swojego rachunku do poziomu bankructwa.

W psychologii spekulacyjnej chodzi przede wszystkim o zapanowanie nad trzema głównymi emocjami: nadzieją, chciwością i strachem. Psychologia jest spoiwem łączącym metodę ze strategią zarządzania pieniędzmi.

Większość graczy giełdowych trwa w stanie zagubienia. Mimo wszystkich kursów, seminariów i warsztatów, mimo wszystkich przeczytanych książek, mimo wszystkich programów do analizy wykresów zainstalowanych na ich komputerach, pozostają kompletnymi ignorantami, a ich podświadomość o tym wie – i dlatego robi wszystko, co w jej mocy, by odwieść ich od angażowania się na rynku. Robi to, przyśpieszając ich puls, wywołując palpitacje serca i zimne poty, potęgując niepokój. Odwodząc ich od przestrzegania planu transakcji.

Dlatego wierzę, że jeśli trader przyjmie sensowną strategię zarządzania pieniędzmi oraz prostą i solidną metodę, która zagwarantuje mu zerowe ryzyko bankructwa, jego podświadomość przekona się o jego kompetencjach i usunie się, spokojna i szczęśliwa, na drugi plan” - Brent Penfold „Uniwersalne zasady spekulacji”

Nim zacytowałem te słowa, sam tak czułem. Czułem, że ten wielki obecnie szum związany z psychologią tradingu, gdzieś przysłania prawdę. Bardzo cenię sobie wykłady psychologów, których miałem okazję zobaczyć na TJS. Jednak nie przybliżyły mnie one do wyeliminowania błędów i naprawy mojej sytuacji w tradingu. Cytowany autor uważa, że do osiągnięcia sukcesu wymagane są 3 rzeczy (filary):

- zarządzania pieniędzmi – „to zdecydowanie nr jeden. To klucz do przetrwania na rynku i do sukcesu”

- metoda – „to twoje codzienne instrukcje bojowe”

- psychologia – „to klej spajający trzy filary”

„Dopiero kiedy opracujesz plan uwzględniający każdy z trzech filarów, będzie ci wolno zabrać się za spekulację”.

Pokrywa się to z 4 filarami, o których wspomina Nial.

Moja wyobraźnia do zobrazowania tego, o czym mówimy, użyłaby takiego rysunku:

Procentowych wartości użyłem do prezentacji pewnych proporcji, tego jak ja czuję to zagadnienie. Przede wszystkim jesteśmy egoistami. Jesteśmy tysiące razy bardziej zainteresowani sobą niż drugim człowiekiem. To jest fakt i faktem jest, że rynek tworzą inni ludzie. Jeżeli my podczas błahej rozmowy jesteśmy egoistami, to siłą rzeczy nasz trading jest egoistyczny.

Dlaczego grasz? Bo chcę. Dlaczego się rozwijasz? Bo chcę. Dlaczego żyjesz? Bo chcę. Dlaczego nie używasz SL? Bo tak. Dlaczego ignorujesz wskazówki innych? Bo mogę.

Nie jestem psychologiem, ale z mojego doświadczenia wynika, że do przodu pcha nas własne JA. Oczywiście czynniki zewnętrzne mają wpływ, ale to my podejmujemy decyzje, chociaż tak bardzo chcielibyśmy, by ktoś je za nas podejmował i zwolnił nas z odpowiedzialności.

Przez rysunek ten chcę również powiedzieć, że każdy z nas posiada jakiś potencjał, talent, zdolności, które odkryte i odpowiednio pielęgnowane zawsze doprowadzą nas do sukcesu. Niestety dzisiejszy konsumpcyjny świat zawęził sukces do dwóch rzeczy – sławy i pieniędzy (przyjemności). Może to mocne uproszczenie, ale wystarczy włączyć TV i popatrzeć na reklamy, które są ukierunkowane na nasze JA.

Mamy wszystko, co jest nam potrzebne! Więc jeśli chcesz coś w życiu osiągnąć, musisz wziąć się za siebie – wziąć się do nauki.

Nauka

Chciałbym teraz odnieść się do nauki, jako ważnego czynnika, który obniża znaczenie psychologii. Nie znam wszystkich zawodów świata, ale na jaki byśmy nie spojrzeli, to jednak nie da się go wykonywać przed jego nauczeniem. No, może bycie rodzicem jest takim „zawodem”, którego uczymy się przez doświadczenia, chociaż część z nich nabyliśmy z domu rodzinnego.

Czy Zbigniew Religa, Adam Małysz, Robert Lewandowski, Agnieszka Radwańska, Wisława Szymborska, mogliby osiągnąć sukces nie ucząc się wcale? Myślę, że głupotą byłaby taka teza, bo prawdę powiedziawszy, człowiek w ten czy inny sposób uczy się całe życie. Fajnie by było przy okazji napisać, że człowiek uczy się na błędach – jak widać nie zawsze.

Więc, dlaczego nie ma, a przynajmniej ja nie trafiłem, na szkoły dla traderów. Są kursy maklerskie, tak jak kursy trenerów sportowych. Jedak w przypadku tych drugich, często są to osoby jakoś związane z daną dyscypliną od dłuższego czasu, jeśli nie od samego dzieciństwa. Nie zawsze doświadczenie i sukcesy sportowe przekładają się na sukcesy trenerskie, ale jakże trudniej mają traderzy, bo nie uczą się swojej profesji wcześniej, bo nie mają od kogo się uczyć.

Chłopiec bierze piłkę i kopie ją 100, 1000, 10000, setki tysięcy razy. Grając z innymi uczy się, jak zostać piłkarzem lub po prostu chce spędzić fajnie czas. Później, gdy czuje, że chce iść tą drogą, a jeszcze jak ma wsparcie dorosłych, idzie do klubu by zacząć trenować. Gdy wykona kolejnych 1 000 000 razy kopnięć czy innych piłkarskich umiejętności, to być może w przyszłości zostanie zawodowcem. Czy zostałby zawodowcem, czytając książki, słuchając innych zawodowców? Nie, to raczej trening i to regularny powoduje, że kształtuje się jako piłkarz. Oczywiście gdy jest już w pewien sposób uformowany, wtedy dodaje mu się kolejne rzeczy i na pewno wśród nich jest również psychologia.

Podobnie sprawa ma się z nami, każdy z nas pracuje w oparciu o to, czego się nauczył. Nikt z nas nie rozpoczął pracy z zerowymi umiejętnościami lub predyspozycjami. Owszem, czasami uczymy się zawodu od nowa, ale raczej przychodzi nam to szybciej, bo już coś umiemy, czegoś się nauczyliśmy, nawet jeżeli nie było to związane z obecnie wykonywanym zawodem.

Dlaczego więc ludzie nie podchodzą do gry na rynku jako umiejętności, której trzeba najpierw się nauczyć, by w ogóle myśleć o sukcesie? Uważam, że tutaj tkwi klucz do wielu zamkniętych drzwi. Nie można osiągnąć nawet dostatecznych wyników w danej dziedzinie, nie opanowując jej do pewnego podstawowego stopnia. Ile godzin Wy poświęciliście na ćwiczenia i doskonalenie się w tradingu? A ile godzin poświęcił – ćwiczył, trenował Adam Małysz, nim został mistrzem świata?

Samotność

Czy znacie jakiś zawód, dyscyplinę sportową, która wymagała, by człowiek był sam ze sobą? Kilka lat na rynku, mimo tych wszystkich książek, oglądanych nagrań, próby kontaktu z innymi osobami interesującymi się rynkiem, pokazały mi, że w cieniu tradingu kroczy samotność. Wprawdzie są ludzie próbujący to zmienić, ale obecnie bycie traderem nie kojarzy mi się z byciem piłkarzem, stomatologiem, listonoszem czy żołnierzem. Szczególnie ten ostatni wizerunek jest często wykorzystywany w różnych koncepcjach bycia traderem.

Tylko by zostać żołnierzem sił specjalnych, trzeba masę ćwiczeń i przebytych treningów, jak i sztabu ludzi, którzy dbają, by ten cały proces miał sens. A z iloma trenerami, mentorami, nauczycielami tradingu Wy spotkaliście się przed przystąpieniem do gry? Mało tego, by zostać np. snajperem, ile testów i zadań trzeba wykonać i jaki musi być wynik, by zaliczyć. Czy znacie jakieś egzaminy dla traderów, gdzie każdy mógłby się sprawdzić?

Ludzie często myślą, że sprawdzenie polega na tym, iż wpłacasz kasę i albo zarabiasz, zdając egzamin, albo nie. Wyobraźmy sobie człowieka, który chce zostać żołnierzem zawodowym, a o tym, czy zda egzamin zadecyduje pole walki. Po prostu wpuści się go gdzieś w środek walki i jeśli przeżyje, to znaczy że zdał, a jeśli nie, to znaczy że oblał. Pole walki to jest ostateczny egzamin, ale nim kogokolwiek wyśle się na misje, musi jednak zdać egzamin wewnętrzny, musi być po prostu odpowiednio przygotowany. Jeżeli nawet terroryści trenują pod okiem opiekunów, to dlaczego ludzie chcący tradować (inwestować) robią to bez przygotowania?

Mnie ten model pewnej samotności w tradingu przypomina człowieka grającego w kasynie, a szczególnie nałogowego gracza. Gdy wygrywasz, to masz wokół siebie masę ludzi (widzów), a gdy przegrywasz, to najczęściej w samotności. Czy Zbigniew Religa podczas zabiegów operował sam? A czy jak zabieg był nieudany, to także był sam na sali operacyjnej? Więc dlaczego odnoszę wrażenie, że kreuje się lub próbuje pokazywać tradera jako samotnego gracza? Samotność to nie jest domena człowieka, nieważne jaki zwód wykonuje.

Cel – sens życia

„Poszukiwanie sensu stanowi podstawową motywację w życiu człowieka, a nie jedynie „wtórną racjonalizację” instynktownych popędów. Sens ów jest unikatowy i wyjątkowy, ponieważ człowiek sam jeden tylko może i musi go wypełnić; jedynie w ten sposób realizowana zostanie jego wola sensu.

Formułowanie pytania o sens życia w tak ogólny sposób przypomina pytanie mistrza szachowego: „Mistrzu, czy możesz mi zdradzić, które posunięcie jest najbardziej skuteczne?”. W szachach nie istnieje coś takiego, jak najlepszy czy nawet dobry ruch w ogóle, w oderwaniu od konkretnej sytuacji na szachownicy czy charakteru przeciwnika. To samo dotyczy ludzkiej egzystencji. Nie należy poszukiwać w życiu jakiegoś abstrakcyjnego sensu. Każdy człowiek ma swoje wyjątkowe powołanie czy misję, której celem jest wypełnienie konkretnego zadania. Nikt nas w tym nie wyręczy ani nie zastąpi, tak jak nie dostaniemy szansy, aby drugi raz przeżyć swoje życie. A zatem każdy z nas ma do wykonania wyjątkowe zadanie, tak jak wyjątkowa jest okazja, aby je wykonać.
Jako że każda sytuacja stawia przed człowiekiem konkretne wyzwanie lub problem do rozwiązania, pytanie o sens życia można by z powodzeniem odwrócić. Koniec końców, zamiast pytać o sens życia, człowiek powinien uświadomić sobie, że to on sam jest adresatem pytania. Inaczej: życie każdemu z nas stawia pytania, a jedynym sposobem, aby mu odpowiedzieć, jest odpowiadać za swoje życie, być za nie odpowiedzialnym.” - Viktor E. Frankl „Człowiek w poszukiwaniu sensu”

Pytanie o cel, jaki sobie stawiamy zaczynając wchodzić na rynek jest kluczem. Źle postawiony cel będzie nam ciężarem i będzie nas oddalał od jego osiągnięcia. Nial podpowiada, że jeżeli naszym jedynym celem jest zarabianie pieniędzy, to już przegraliśmy – jeszcze nie zaczynając. Powinniśmy raczej skupić się na procesie osiągnięcia celu, co często wymaga pracy nad sobą. Osiągnięcie sukcesu przez zarabianie na chleb, to będzie skutek uboczny tego procesu. Jeżeli nie mamy celu w życiu, nie mamy marzeń, za którymi chcielibyśmy podążyć, to nie mamy paliwa, by ów cel osiągnąć. Nie da się osiągnąć czegoś, do czego nie dążymy.

Porażka może być również wygraną, może być sukcesem

Dla mnie najtrudniejszą obecnie rzeczą jest fakt, że może nie powinienem dalej próbować okiełznać rynku. A właściwie pracować nad tym, aby umieć zaadaptować się do rynkowej rzeczywistości, by ostatecznie odnieść tak upragniony sukces. Wiem jednak, że jeśli nie wykonam odpowiedniej pracy, to przegram. Ile więc razy jeszcze mam, mogę, muszę przegrać, by zrezygnować? Na to pytanie mój umysł podpowiada mi słowa taty Kamila Stocha – możesz 99 razy przegrać, by ten 100 raz był wygrany. Tak, to dobre kłamstwo dla mnie, to znaczy słowa te są prawdziwe dla skoczka narciarskiego i być może w wielu innych dziedzinach, ale dla mnie osoby w pewien sposób okłamującej siebie przez tyle lat na rynku, to dobre usprawiedliwienie. No, kilka razy się nie udało, ale teraz na pewno już się uda. Tylko ile jeszcze takich "na pewno" będzie w moim życiu odnośnie do tematu rynku? Uważam, że rezygnacja z przegrywania na rynku mimo, że może wydawać się porażką, może być wielkim sukcesem, tak jak uwolnienie się od nałogu...

Ostatecznie zaskakuje mnie to, że opisane przeżycia nawet dzisiaj znajdują potwierdzenie w artykułach Niala Fullera. A przecież nim sam zacząłem interesować się rynkiem, Nial już pisał, by pomóc każdemu szukającemu swojej rynkowej drogi. Pisał i pisze o tym, co przeżyłem i przeżywam… Co tylko potwierdza regułę, że większość z nas nie jest przygotowana do kontaktu z rynkiem i dlatego traci, próbując w ten sposób jakby swoim życiem podpisywać się pod twierdzeniami prezentowanymi przez Niala.

Napisałem te słowa, bo przyszła mi taka koncepcja, by się tym z Wami podzielić. Byście nie odczuwali tego co ja, a szczególnie nie odczuwali samotności, wyobcowania. Nie zamykajcie się na te słowa, bo o ile Wy nie musicie tego przechodzić, o tyle może Was to spotkać. Wiedza o tym, że rynkowy ogień pali, jest nie do ocenienia. Przeżyłem pewne doświadczenia i szczerze wolałbym, byście ich nie przeżywali, wolałbym ich nie przeżywać. A jeżeli też przez to przechodzicie, przechodziliście, to nie jesteście sami.

Napisałem to dla Siebie, bo Ja chciałem się tym podzielić, by zrzucić z siebie ciężar tych doświadczeń. Mogę mieć jedynie wielką nadzieję, że Wam się to do czegoś przyda, coś z tego dla siebie wyciągniecie i że spróbujemy razem wyjść na prostą. Tak, bo to nie koniec, to może być dopiero początek czegoś fajnego, fascynującego – zapraszamy.

Mam również nadzieję, że Moja rodzina wreszcie zacznie żyć pełnią, której jej brakowało, bo Ja chciałem, Ja mogłem, Ja musiałem i Ja pokpiłem sprawę – Przepraszam!!!

 

PS. W ten oto sposób spiąłem klamrą, pewien rozdział mojego rynkowego doświadczenia ostatnich lat – 4 artykułu „Dziennik Tradera” z działu „Czytelnicy piszą” tworzą pewną integralną całość, która ze względu na objętość została podzielona…

cdn.

Rafał Zając

Kochający mąż i ojciec. Z zawodu informatyk. Prywatnie amator sportu. Kierujący się w życiu zasadami etyki chrześcijańskiej.